Bejbiprojekt: Kącik Aureliusza

Do narodzin Aureliusza zostały już tylko niecałe 4 tygodnie. Ewidentnie włączył mi się syndrom „wicia gniazda” i przez ostatnie tygodnie wykorzystuję czas tylko i wyłącznie na szykowanie rzeczy dla syna.

Moim marzeniem było przygotować piękny pokoik w stylu amerykańskim: wytapetowane ściany, firaneczki, nad łóżeczkiem baldachim, półeczki a na nich pięknie poukładane zabawki i książki.  Ale zejdźmy na ziemię.

Wiadomo, że w pierwszych miesiącach życia bejbiki mieszkają razem z rodzicami i mają w ich sypialni kąciki, a i tak najczęściej lądują w jednym łóżku pomiędzy mamą i tatą 🙂 Aranżując miejsce dla dziecka chciałam alby było to coś łatwego do demontażu i późniejszej przeprowadzki. Musiałam się powstrzymać aby nie malować króliczków na pół sypialni 🙂 Tym sposobem gdy nadejdzie już czas przeprowadzki do własnego dziecięcego pokoju, wystarczy ściągnąć elementy ze ścian i sypialnia znów będzie „dorosła”.

 

 

Nie powiem, bo sama nawet zaczęłam pokój malować. Pomyślałam: kiedy będę miała tyle czasu co teraz. Niestety musiałam porzucić prace do wiosny, ponieważ będziemy przerabiali tam ogrzewanie na podłogowe (w całym mieszkaniu jest za wyjątkiem dziecinnego pokoju). Gdy te prace zakończymy, dopiero wtedy pojedziemy po mebelki. Zdjęcie z prac remontowych wrzuciłam na mojego insta 🙂

 

 

Wyświetl ten post na Instagramie.

 

Post udostępniony przez Patrycja Stelmasiak (@patmatstudio)

 

 


Łóżeczko w spadku

W międzyczasie wzięłam się za pomalowanie łóżeczka, które dostałam w spadku. Pierwotnie drewniane (ponoć dębowe) i tylko polakierowane. Szczebelki pociągnięte jaśniejszą farbą. Na dole wysuwana szuflada i dwie gałki. Łóżeczko wymagało odświeżenia ponieważ na ramie miało ślady zębów 😀

 

 

Wszystkie elementy przetarłam drobnym papierem ściernym, przykładając szczególną uwagę w miejscach pogryzienia i odpryskującej farby. W budowlanym kupiłam dwie puszki farby przeznaczonej do malowania mebelków i zabawek dziecięcych. Dodatkową zaletą jest to, że farba po chwili jest sucha w dotyku i przede wszystkim nie śmierdzi. Patrzyłam też czy jest wodorozcieńczalna aby było mi łatwo umyć po niej wałki i pędzle bez użycia rozpuszczalnika. Chciałam ograniczyć wdychanie chemii w ciąży do minimum. Wybrałam takie farby ponieważ najbardziej odpowiadała mi paleta kolorów. Pokazuję tutaj po prostu czego użyłam, nie jest to w żaden sposób post sponsorowany (czyli niestety nikt mi za to nie zapłacił) 🙂

 

Wybrałam kolory matowe ale są również satynowe. Jak widać na palecie kolorów, mój szary jest z dodatkiem błękitu. A drugi kolor z kolei urzekł mnie nazwą: Koziołek Matołek – brzmi słodko 🙂

 

 


 

Plan działania

 

Całość pomalowałam małym wałkiem gąbką a trudno dostępne miejsca pędzelkiem. Położyłam 3 warstwy ale po 2 jest już dobre krycie. Dopiero gdy zaczęłam malować zobaczyłam, że to wcale nie jest takie proste i wymaga naprawdę sporo czasu i precyzji. Najtrudniejsze było odcięcie koloru przy pionowych szczebelkach. Tak… ten etap poprawiałam chyba najwięcej razy. Do tego niezła gimnastyka aby dotrzeć do niedostępnych miejsc.

 

 

Bo bokach namalowałam króliczka z wydrukowanego szablonu, o tego:

 

Tak prezentuje się namalowany króliczek (każdy kto mnie zna wie, że uwielbiam króliki). Tło za królikiem jest jaśniejsze od reszty łóżeczka i wyszło z wymieszania dwóch kolorów, które pokazywałam.

 

 

Zauważyliście pewnie, że gałki również zostały wymienione na nowe. Nie, nie są kupione – zrobiłam je sama. W następnym poście pokażę jak je wykonać krok po kroku. Cierpliwości 🙂 Kółek jak widać nie wymieniałam bo jeszcze dobrze pełniły swoją funkcję, mimo iż łóżeczko ma chyba z 15 lat 🙂

 


 

Kącik dziecięcy w sypialni

 

Łóżeczko wjechało do naszej sypialni, gdzie zaaranżowałam tymczasowy kącik. Przy łóżeczku zawiesiłam świetną półko-lampkę z malowanej proszkowo stali. Jest od szwedzkiej firmy Markslojd, którą poznałam w maju na #meetblogin w Łodzi. Gdy zobaczyłam tą lampę, od razu pomyślałam, że idealnie nada się do pokoju dziecka dzięki dwóm a nawet trzem głównym zaletom:

  • żarówka ma opcję ściemniania,
  • ma wejście USB (idealnie żeby podładować elektroniczną nianię)
  • oraz posiada kabel zasilający dzięki czemu można ją powiesić gdziekolwiek się chce bez wycinania bruzd w ścianach (jak przy tradycyjnych kinkietach).

 

 

Niestety żarówkę trzeba dokupić osobno. Pamiętajcie, że musi być to specjalna żarówka LED z opcją ściemniania. Tutaj napotkałam na problem, bo pomimo tego, iż kupiłam bardzo drogą żarówkę Philips (ok. 60 zł) z odpowiednimi parametrami to po włączeniu jej i próbie ściemnienia strasznie buczała. Oddałam ją z powrotem do sklepu. Znalazłam bardzo podobną w KIKu za 19,99 zł o takich samych parametrach. Kupiłam ją bez przekonania. Zachowałam za wszelki wypadek paragon aby móc ją zwrócić i nie uwierzycie… działa! I nie buczy! Ściemnia się też bardzo ładnie, także jestem mile zaskoczona bo nie liczyłam, że za tą cenę będzie się tak świetnie sprawować.

 

 

Nad łóżeczkiem zawisła zrobiona przeze mnie od podstaw szydełkowa karuzela. Również w najbliższym czasie przygotuję o niej osobny tutorial i na pewno dam znać na moim fb i insta.

Nie chcę wyprzedzać faktów ale planuję jeszcze co najmniej trzy posty z serii #bejbiprojekt, lecz wszystko zależy od łaskawości Księcia, którego noszę pod sercem <3

 

 

 


Jeśli podoba Ci się to co robię – bądź na bieżąco! Odwiedź moją małą społeczność czyli moją stronę na facebooku i na instagramie @patmatstudio

 

 

 

 

 

Jestem Patrycja. Mam 26 lat. Urodziłam się jako multipasjonatka ładnych rzeczy, a z wykształcenia jestem architektem wnętrz. Robię rzeczy #diy do mieszkania i przy okazji je tutaj pokazuję.

Jeśli zakupy, to z konieczności. Bardziej wolę przerabiać niż kupować nowe. Więcej o mnie…